styczeń

4

Polonez

Eh… Nie ma to jak przygotowania do Poloneza na dwa tygodnie przed 100dniówką ;/ Cyrki były na tym W-Fie… Kazali nam chodzić w kółeczku jak dzieciom z podstawówki :) i tylko 1-2-3… Z muzyką byłoby łatwiej. W dodatku nauczycielka od W-Fu też specjalne wymagania ma… “Załóżcie białe bluzki, czarne, identyczne spódnice, buty…Bez makijażu, biżuterii…” Eh… Widać, że nie ten rocznik ;P No, ale niech tam sobie mówi, my i tak zrobimy inaczej :P Jutro próby kolejne na 7 i 8 lekcji… Ciekawe ile osób zostanie… ;) możnaby to przećwiczyć w sumie… Zobaczy się jutro ;) Żeby tylko lipa z tego nie wyszła, bo lepiej żeby nie było poloneza, niż ma być byle jaki. W każdym razie przed nami 2 tyg ciężkiej pracy… Zobaczymy co z tego wyjdzie :D

Filled Under: O szkole

styczeń

3

Przerwa świąteczna

Święta,sylwester i w ogóle wolne tak szybko zleciało, że nawet nie poczułam ;/ I znów do szkoły.. A tak nie chce się iść… Najważniejsze, że wszystko się udało :) Pasterka- świetna :) Do domu się wróciło w południe na drugi dzień… ;) I nie dlatego, że nie byłam w stanie :p  Święta też fajnie minęły. Nie najgorzej było z sylwestrem. Jak zawsze wszystko na ostatnią chwilę :) Najpierw była opcja u chłopaka koleżanki, a później znienacka wyszło tak, że pojechaliśmy do Łodzi z pełnym przekonaniem i wielkimi chęciami dostania się na Sylwestra z TVP2 na Placu Wolności. Skończyło się tak, że północ zastała nas na Piotrkowskiej :) Co się działo to wtajemniczeni dobrze wiedzą. Zdradzę tylko, że jaja były niezłe nawet jak wracaliśmy do domu :) Szkoda, że nie mam jeszcze zdjęć… Do tej pory chce mi się śmiać jak przypomnę sobie niektóre sytuacje ( nie ma to jak spać w 4 osoby na 2-osobowym materacu :D ) Długo będę wspominać ten czas, a na pewno zawsze z uśmiechem na ustach. Nie ma to jak świetna zabawa w doborowym towarzystwie :) Dzięki wszystkim za superaśne imprezy :) Bez Was życie byłoby nudne:)  Ciekawe jak tam w szkole będzie ;) Żeby mi się tak chciało iść jutro, jak dziś mi się nie chce…                                                                            Pozdrawiam

Wasza Maddoushca :*
Filled Under: Moje :)

grudzień

23

Święta…

Święta… Dla niektórych najpiękniejsze dni w roku, dla innych najgorsze. Jedni kochają ten czas, inni nienawidzą. Są to 3 dni w ciągu roku, gdy samotność jest najbardziej dotkliwa… Tak czy inaczej święta to czas, gdy dzieją się rzeczy magiczne. Nawet spojrzenia mają głębszy, wymowniejszy sens; wtedy najczęściej rozpoczynamy coś nowego. Przygotowujemy się do świąt bardziej w sposób materialny niż duchowy. Biegamy za prezentami, zakupami na święta, składnikami do Wigilijnych potraw… A tak często brakuje ciepła i nici porozumienia między nami… Rodziny się kłócą, dzielą się opłatkiem z zasady “bo taka tradycja” albo w ogóle… A święta spędzają przed telewizorem… A może warto wykorzystać ten czas i zatrzymać się na chwilę? Przemyśleć, jak naprawić to, co złe… Mimo, że czasem uważamy, że to nie nasza wina, powiedzieć “przepraszam” albo krótkie “kocham Cię” i szczerze porozmawiać… Może nie wszystko stracone i nie koniecznie musimy kończyć związki, wyprowadzać się z domów…

Najbardziej jednak  brakuje tych, którzy odeszli i nigdy nie wrócą… Ale trzeba pamiętać, że był ktoś taki, taki kochany, bliski… Może nawet jest tuż obok tylko go nie widzimy… Jak mówi pewna piękna kolęda: “Daj nam wiarę, że to ma sens, że nie trzeba żałować przyjaciół; że gdziekolwiek są, dobrze im jest, bo są z nami, choć w innej postaci. I przekonaj, że tak ma być; że po głosach tych wciąż drży powietrze… Że odeszli po to, by żyć i tym razem będą żyć wiecznie(…)” Wszystkim życzę wesołych, ciepłych i rodzinnych świąt Bożego Narodzenia, niezapomnianej atmosfery, nadziei w sercu, zdrowia i wiary, że wszyscy, których już nie ma wśród nas, w ten magiczny czas są przy nas, choć ich nie widzimy. Wszystko jest możliwe… Więc uśmiechnijcie się choć przez łzy i pomyślcie, że choć życie nie jest łatwe, to trzeba żyć, bo jest piękne dzięki tym nielicznym czasem chwilom, gdy na naszej twarzy gości uśmiech.  Tak naprawdę żyjemy tylko dla tych chwil, które przez całe życie gromadzimy w swym sercu niczym klejnoty najdroższe. Więc nie marnujmy czasu i ciepłych, szczerych słów, bo są rzeczy, których nie zdążymy powiedzieć…

Filled Under: Moje :)

grudzień

10

Kompleksy

Kompleksy. W zasadzie każdemu z nas coś nie odpowiada w swoim wyglądzie. Mimo wszystko niektórzy robią z tego zbyt wielki problem. Moim zdaniem są to ludzie, którzy poprostu lubią się podołować albo nie mają większych problemów na głowie. To taki przejaw egocentryzmu trochę. Choć to trochę dwuznaczne. Każdy ma jakieś mankamenty. Nie ma ludzi idealnych. To, że ta czy tamta ma mniej w biodrach czy coś nie znaczy, że cały świat jest zły i wszyscy są przeciwko nam. I nie znaczy to, że ten z drugiej ławki się uśmiechnął jak dostałam 1, bo mnie nie lubi, nie może na mnie patrzeć i życzy mi jak najgorzej. Trochę pozytywów;)  nie warto patrzeć na świat w ciemnych barwach. Wiem też, że ludzie potrafią być bardzo złośliwi(np.ja;)) i czasem mówią rzeczy, których by nie powiedzieli gdyby świeciło słońce, nie dostali ej 2 z kartkówki czy gdyby w ogóle mieli lepszy humor (taaaak… ja też mam z tym problem ;) ). Po prostu odreagowują w ten sposób swoje negatywne emocje czasem na pierwszym lepszym, Bogu ducha winnym ludziu ( ojjjj… takkk… staram się z tym walczyć, ale coś topornie mi idzie ;/ ). Poza tym wielu ludzi, którzy mają nadwagę jest gnębionych przez środowisko, w którym się obracają, co też wpływa negatywnie na ich psychikę i samoocenę. Wygląd nie zależy od nikogo z nas w przeciwieństwie do charakteru nad którym powinniśmy pracować cały czas, by stawać się doskonalszym. Jedni są ładniejsi, inni nie. Natura już taka jest… Ale to nie powód żeby się załamywać ;) Osobiście nie przejmuje się tym ,co myślą o mnie inni ludzie. Jedyne opinie jakie uznaję to opinie ludzi, którzy znają mnie długo i przede wszystkim, z którymi dużo rozmawiam i mam zaufanie. Nie warto się przejmować. Żyjemy tylko raz i jeśli coś komuś w mojej osobie nie pasuje, to ten ktoś ma problem, a nie ja. Też mam drobne “ale” co do siebie, ale nie przejmuję się tym zbytnio. Nie wystarcza mi na to czasu poprostu :) Cieszę się każdą dobrą chwilą. Może czasem warto założyć różowe okulary i choć przez jeden dzień być dumnym z samego siebie? A temu blondynowi z IIa, który na przerwie krzyczy za Tobą “grubas” może warto w końcu zwrócić uwagę, że nie jest taki idealny i ma garbaty nos? ;)

Pozdrawiam :*

Wasza Maddoushca
Filled Under: Moje :)

grudzień

5

“W życiu chodzi o to, by być trochę niemożliwym”,czyli słowo o dorosłości ;)

Ostatnio nic ciekawego się nie dzieje, więc nie mam o czym pisać zbytnio. No, i to właśnie problem… Chyba trochę zaczynam dorastać- a tego nie chcę i się boję ;/ Dorośli mają takie nudne życie :( Codziennie wszystko tak samo, szaro, monotonnie… A później się dziwić, że ludzie np. się rozchodzą skoro ich życie polega wyłącznie na pogoni za pieniędzmi… Ja wiem, to bardzo ważne, ale przecież nie pracujemy 7 dni w tygodniu po 24h… Zawsze w wolnym czasie można wyjść do kina, na rower czy choćby na spacer pod gwiazdami… Albo zrobić cokolwiek szalonego… Nie chcę dorastać, bo się boję, że spoważnieję i stanę się starą,  zrzędliwą babą ;/  Tego nie chcę ;/ Przecież nie chodzi o to, żeby mieć wieczną fazzę, ale jak nikt nie widzi można trochę zaszaleć na różne sposoby ;)  I przy okazji sprawić, że nasze życie wcale nie będzie “zwyczajne”. Przecież raz w tygodniu, miesiącu czy choćby roku(!!) możemy zrobić coś o czym kiedyś, dawno marzyliśmy (skok ze spadochronem?). Pomysłów jest na full!! :) a jak się zacznie to przychodzą kolejne :) I nie tylko dla szczęśliwych 40-letnich singli, ale nawet par po 20-stu latach małżeństwa. A co Wy o tym myślicie?? Zapraszam do dyskusji!!  Niech każdy z Was napisze swoją opinię na ten temat!! Bo przecież ” w życiu chodzi o to, by być trochę niemożliwym” ;) Pozdrawiam

Maddoushca :*

Filled Under: Moje :)

listopad

29

Takie moje ;)

Zbliża się grudzień, a wraz z nim święta. Ten czas każdy chce spędzić z bliskimi ludźmi. Nie zawsze jednak możemy… Czasem ci, za którymi tak tęsknimy są daleko i nie dane im będzie się spotkać z nami ani w święta, ani w Sylwestra :( Czasem czekamy długi czas, by kogoś spotkać, tęsknimy, pocieszamy się, że już niedługo święta i na pewno się spotkamy, bo to taki szczególny czas… Ja też mam kogoś takiego… Heh, jak dziś pamiętam, że tak niedawno przecież szłyśmy razem na zakupy czy na deptak… Jak wypłakiwałyśmy sobie nawzajem żale… Jak dziś pamiętam dzień, gdy poszłyśmy do parku, a ona tylko podawała mi chusteczki i mówiła, że przecież musi być dobrze… I znów miała rację :) Ten wpis dedykuję pewnej ważnej osobie, której nie ma przy mnie teraz, ale którą zobaczę niedługo :) Izuś, to dla Ciebie :) Czekam z niecierpliwością na Twój przyjazd :) Kto się ze mną zgadza to niech się dopisze :) Poza tym jest jeszcze wiele osób, które są ważne, a z którymi nie widzę się zbyt często, ponieważ cały swój wolny czas poświęcam innej ważnej osobie :* Dzięki Wam wszystkim, że jesteście :)

Pozdrawiam, Maddoushca ;*

Filled Under: Moje :)

listopad

27

MATURY I NIE TYLKO :)

To był ciężki tydzień… Zaczął się już od poniedziałku ;) {jak każdy zresztą tydzień ;) }. Nigdy więcej nie pójdę z własnej nie przymuszonej woli na pobieranie krwi ;/ Uraz psychiczny do końca życia {ci bardziej wtajemniczeni wiedzą, czemu ;) } Ledwie odpoczęłam po ciężkim weekendzie, a we wtorek… To, co każdemu maturzyście egzekwo ze studniówką spędza sen z powiek… Matura… Tylko próbna.

We wtorek- polski. 170 min to za mało. I tak zostaliśmy ok40 min dłużej, bo na końcu siedział z nami pan B, który ma swój świat, swoje zabawki i mało co kontaktuje ze światem zewnętrznym… W każdym razie 210 min to i tak za mało… Czyli- LIPA!!!!

Środa- moja “najdroższa” matematyka…. Ale tutaj już robię postępy :) Aż 3 zad otwarte zrobiłam  z czego jedno na bank jest dobrze :) I w dodatku sama je rozwiązałam :D Ale 170 min na matę to za dużo.. mogliby do polskiego dołożyć ten czas, którego nie wykorzystam na mat ;)

Czwartek- angielski. Hm.. ciężko stwierdzić. 120 min jest dobrane idealnie. Co prawda “słuchanie” bardziej na rozum brałam niż na rozumienie słyszanego tekstu, ale chyba lepiej tak niż wcale ;) I pewnie w listach poległam {ach, ta moja nieznajomość czasów ;) } ale napisałam, więc jestem dobrej myśli :)

Ha!! Ale w końcu mam jeden problem mniej :) kupiłam sukienkę na 100dniówkę :D DDD Dla mnie- 8 cud świta :) po prostu jak ją zobaczyłam i przymierzyłam to się zakochałam :) Na drugi dzień tak po nią biegłam, że na żadną inną nie chciałam patrzeć :D Co prawda przymierzyłam jeszcze jedną, którą mi zaproponowała B, ale z tą nic się nie równa :) Teraz tylko bolerko, buty i jestem gotowa :) Ale o tym pomyślę po świętach :) Zdjęcie dołączę nawet sukienki- ale dopiero po 100dniówce :) Pozdrawiam wszystkich swoich fanów ;) {kilkoro ich tam jest ;) } i wszystkich czytających mojego bloga :) Mam nadzieję, że się podoba. Jak coś, to wszelkie uwagi w komentarzach :)

                              Maddoushca :*                                  
Filled Under: Moje :), O szkole

listopad

22

KOBIETY A MĘŻCZYŹNI NA ZAKUPACH

My, kobiety, mamy masę najróżniejszych problemów. Może dla niektórych są to błahostki, bo przecież nie takie rzeczy człowiek ma na głowie. Mimo wszystko niektóre potrafią urosnąć do miary Mt. Everestu. Przykład?? Taaak… Bardzo na czasie i życiowy- studniówka… Od początku roku szkolnego wręcz nie sypiamy po nocach zastanawiając się co założymy, jak się uczeszemy, umalujemy, z kim pójdziemy (akurat mnie ten problem nie dotyczy ;) ). Przygotowania są najgorsze. Ja np. jestem właśnie na etapie poszukiwania sukienki… taaaak… Pojawia się pytanie: jak dogodzić kobiecie?? Każda z nas poszukuje sukienki, jakiej nie będzie miał nikt inny i w której będzie wyglądać tak, że przebić to będzie mogła jedynie suknia ślubna. W każdym razie przestrzegam serdecznie przed wszelkiego rodzaju poszukiwaniem ubiorów studniówkowych (i nie tylko) ze swoim facetem… Skończyć się to może jedynie kłótnią lub zanudzeniem się na śmierć naszego Najdroższego Towarzysza Poszukiwań. Przekonałam się o tym dziś… Pojechałam ze swoim NTP do pewnego centrum handlowego… Ledwie tam weszliśmy a NTP już nie mógł na to wszystko patrzeć… Miałam wrażenie, że wręcz przeraża go taka ilość damskich ubrań obuwia i innych “duperelek”, które dla kobiety są niezbędne, by mogła czuć się dobrze we własnej skórze. Dla mnie to oczywiście był raj na ziemi :)  Pełno najróżniejszych kolorów i fasonów sukienek itp. Tylko wchodzić, przymierzać i kupować… Ta… I tu znów na przeszkodzie staje NTP…. Gdy zobaczyłam jego minę i spojrzenie, które mówiło wręcz ” Prędzej się tu zanudzę na śmierć, niż Ty coś kupisz i wrócimy do domu…” Tia… Mój zapał i entuzjazm w moment ostygł, jak góra lodowa gdyby ją położyć na saharze… No cóż… Której z nas nie zmiękłoby serce patrząc na zmęczony wzrok naszego kochanego NTP?? No właśnie… W moim przypadku też tak się stało… Dałam sobie spokój i ze słodkim uśmiechem wynagradzając mojemu NTP wysiłek jaki włożył w chodzeniu ze mną przez 15 min wposzkiwaniu sukienki, powiedziałam, że pójdę innym razem i BEZ NIEGO, ale dziękuje za cierpliwość, jaką mi okazał. Jeżeli, któraś z dziewczyn ma NTP płci męskiej, który nie narzeka na zakupach i w dodatku pomaga w wyborze to szczerze gratuluję. Zakupy to jednak nie jest męska sprawa ;) Ze szczególnymi podziękowaniami dla mojego kochanego NTP dzielnie mi towarzyszącego :* Maddoushca.

Ps.: Zobaczymy, co będzie, jak będę szukać butów… ;)


Filled Under: Moje :)

listopad

19

Złe dni… ;/


Nienawidzę wtorków ;/ 

I mam ku temu wiele powodów zarówno w odległej, jak nie dawnej przeszłości 
(np. we wtorek właśnie nauczycielka znienawidzonego WOKu złapała mnie pierwszy i ostatni zarazem raz na ściąganiu).
Ale to jeszcze nic... 
W ostatni wtorek (może trochę z własnej winy, może właśnie dlatego, że to był wtorek)
złamałam obcas przy swoim lewym kozaku ;/ 
Wszystko nic, gdyby nie był metalowy i nie miał ok. 10 cm.... 
Wydaje mi się, że metalowy obcas nie jest tak łatwo złamać... 
Po drugie stało się to jak wchodziłam na przejście dla pieszych z chłopakiem. 
Gdy poczułam, że mi tak jakoś "nisko" zawróciłam z połowy przejścia i wręcz rzucając się pod nadjeżdżający samochód,
 by "uratować" pozostałość obcasu przed wiecznym zapomnieniem w studzience kanalizacyjnej... 
Dobrze, że mam swoiste poczucie humoru, to zdarzenie to nie zepsuło mi reszty wieczoru. 
Mimo wszystko szkoda tego buta... Fajny był...
Dobrze, że złamał się obcas, a nie moja noga, bo w takich niebotycznych butach łatwo o różnego rodzaju kontuzje...
 (tym bardziej, gdy nie potrafi się w tym chodzić, ale o tym ci...;)) 
Pomijam fakt, że napotykani po drodze ludzie patrzyli na mnie jakby pierwszy raz w życiu człowieka widzieli na oczy...;/ 
Trudno się w ten sposób wraca do domu. 
A jeszcze trudniej udawać, że jest ten obcas, którego tak naprawdę nie ma ;/ 
No cóż, życie... Było minęło... 
Teraz szukam kolejnych fajnych butów... 
Ale myślę, że wybiorę te ze znacznie niższym obcasie ;) 

Filled Under: Moje :)